Co mówić dzieciom o Świętym Mikołaju? Wpis subiektywny.

with Brak komentarzy

Wielkimi krokami zbliżają się imieniny Mikołaja, chwilę potem będzie Boże Narodzenie. To ulubiony czas wszystkich dzieci (niezależnie od ich faktycznego wieku), ale zwłaszcza przedszkolaków, które z niecierpliwością czekają na prezenty! Niektóre z nich piszą listy do św. Mikołaja, inne liczą na niespodziankę, jeszcze inne wiedzą że prezenty kupują rodzice.

 

Gdy ja byłam dzieckiem, co roku 6. grudnia rano zaglądałam pod poduszkę, by znaleźć drobniutki upominek od św. Mikołaja (pochodzę z Mazowsza). Główny prezent, bardziej okazały, Święty zostawiał w Wigilię pod choinką. Któregoś roku znalazłam świąteczny prezent tydzień przed Wigilią w tapczanie rodziców i czar prysł. Ale byłam już na tyle duża, że jakoś sobie z tym poradziłam.

Na studia wyjechałam do Lublina. Tam oprócz cebularzy, „brejdaków” i dziwnych ciastek typu W-Z czekały też na mnie zaskoczenia okołoświąteczne: okazało się, że największe prezenty święty Mikołaj daje 6. grudnia a pod choinką znajduje się drobniejsze, z tym że nie do końca wiem, od kogo.

W tak zwanym międzyczasie dowiedziałam się, że w Poznaniu prezenty przynosi Gwiazdor, a w Bielsku-Białej – Aniołek.

Ale do rzeczy.

 

Co mówić dzieciom? Lepsza jest wersja ze świętym Mikołajem, czy bez?

 

Jest tu kilka opcji i każda ma swoich zagorzałych zwolenników, jak i przeciwników.

 

Opcja nr 1 – nie wolno dziecka oszukiwać, nie trwać w złudzeniach, od razu powiedzieć  jaka jest prawda.

 

Opcja nr 2 – uparcie trzymać się wersji ze Świętym, najdłużej jak to możliwe, jednocześnie gorączkowo starając się wytłumaczyć dziecku, czemu Mikołaj nie pokazuje się dzieciom w domu ale za to przychodzi do przedszkola, rozdaje cukierki w Galeriach oraz multiplikuje się na miejskim deptaku a do tego czasami – zgrozo – ubiera się na niebiesko/fioletowo/zielono.

 

Opcja nr 3 – lawirowanie pomiędzy obiema opcjami polegające na tym, że przez kilka pierwszych lat życia dziecka promujemy wersję ze Świętym, jednocześnie przemycając dziecku powolutku informacje, że niektóre prezenty kupuje rodzina albo że Mikołaj przychodzi tylko do dzieci, albo że pan w przedszkolu to przebieraniec itd.

 

Która wersja jest najlepsza? Nie mnie to oceniać, choć swój typ mam 🙂 Przy podejmowaniu decyzji „mówić czy nie mówić” pomocna może być wiedza na temat funkcjonowania dziecka w wieku przedszkolnym.

 

Jak myśli dziecko w wieku przedszkolnym?

 

Przedszkolak widzi i rozumie świat zupełnie inaczej niż człowiek dorosły. Jego myślenie jest magiczne, egocentryczne i „bezgraniczne”, to znaczy dla dziecka nie ma rzeczy niemożliwych. To wiek, w którym oczywiste jest, że zwierzęta mówią, słońce świeci specjalnie dla niego, grzyby patrzą a literki są naburmuszone. Elfy, wróżki (nie tylko Zębuszka), czarownice, wampiry, krasnoludki, duchy itd. istnieją dla dziecka tak samo jak ludzie czy kwiaty.

To wiek najbardziej nieograniczonych pomysłów i niczym nie skrępowanej fantazji. Oczywiście wynika to z niewielkiej wiedzy o świecie, ale czy to znaczy, że koniecznie trzeba dziecku jak najszybciej dostarczyć wszelkich informacji? Myślę sobie, że jest jakiś powód tego, że człowiek rozwija się tak a nie inaczej, że realizm w myśleniu pojawia się dopiero później. Może to po to, by nasz mózg zaznał tej niczym nieograniczonej możliwości kreowania? Może gdybyśmy od razu byli logiczni i racjonalni, to nigdy nie moglibyśmy tworzyć?

 

Magia w naszym życiu

 

Zobaczcie, jak dzieci kochają baśnie. Jak większe dzieci pokochały Harrego Pottera. Jak nastolatki i dorośli kochają fantastykę. Jak wiele magii jest chociażby w historii życia Jezusa Chrystusa. Widocznie jako ludzie bardzo potrzebujemy wiary w to, co z logicznego punktu widzenia jest niemożliwe. I skoro o Bożym Narodzeniu często się mówi „magiczne święta”, to co jest złego w zabawie w świętego Mikołaja? Niewiele rzeczy wzbudza w dziecku tak wielką ekscytację i szczęście jak oczekiwanie na Świętego a potem odkrywanie prezentów, które – jak zwykle niepostrzeżenie – zostawił pod choinką (czy w skarpecie). W całej tej zabawie dobrze by jednak było trzymać się pewnych reguł.

 

Reguły „zabawy w Świętego Mikołaja”

 

  • Po pierwsze, drodzy dorośli, święty Mikołaj kocha wszystkie dzieci bez wyjątku, niezależnie od ich zachowania. Zatem straszenie Mikołajem (jak będziesz niegrzeczny, dostaniesz rózgę!), szantażowanie nim (Mikołaj wszystko widzi!) czy inne tego typu pomysły to krzywdzenie dziecka.

 

  • Po drugie, święta to czas radości i miłości a nie czas tresowania dziecka. Każde dziecko zasługuje na prezent, absolutnie niedopuszczalne jest odebranie czy nie kupienie prezentu „za karę” (dla dziecka to trauma na całe życie).

 

  • Po trzecie, musicie wypracować sobie w miarę sensowną wersję wydarzeń. Święty Mikołaj to postać bardzo pozytywna i nie warto każdego prezentu przypisywać jego hojności. Problemem dzisiejszych dzieci jest to, że pod choinką znajdują kilka-kilkanaście prezentów, a w grudniu każda ciotka pojawiająca się w domu przynosi dziecku czekoladki „od Mikołaja”. Może bez przesady.

 

  • Po czwarte, święty Mikołaj jest tylko jeden. Pan w przedszkolu, sprzedawcy z sieci komórkowych czy galerii handlowych to jedynie marni naśladowcy. Jeśli wszyscy oni będą świętymi Mikołajami, czar pryśnie.

 

  • Po piąte, przygotujcie się, że  w pewnym momencie dziecko zada pytanie: „Czy Mikołaj istnieje naprawdę?” Moim zdaniem nie warto zbyt wcześnie odzierać dziecka z tej świątecznej magii, ale za długo też nie warto się przy niej upierać. Początek podstawówki to zwykle czas, w którym dziecko „przechodzi” na myślenie logiczne i po analizie dostępnych faktów samo wpadnie na to, jak jest naprawdę. Niektóre dzieci pod koniec przedszkola przestają wierzyć w Świętego, inne dopiero około III klasy podstawówki. I to jest ok. A wracając do pytania przedszkolaka, to ja zwykle moim dzieciom odpowiadałam „Jeśli w niego wierzysz, to istnieje”.

 

  • Po szóste i najważniejsze, magia świąt to nie to samo co magia prezentów. Niezależnie od tego czy wierzymy w narodziny Jezusa czy też nie, święta to przede wszystkim czas dla rodziny. Czas dla bycia razem, celebrowania relacji, rozmów przy stole, oddech od pracy i obowiązków na rzecz radości bycia ze sobą. Prezenty to tylko mały wycinek świąt i nie powinny być jego sensem. Choć oczywiście bardzo przyjemnie jest je dostawać!

 

zdjęcie: Laurent Peignault on Unsplash