Narzeczeństwo – czas bez wad (?)

with Brak komentarzy

narzeczeństwoOkres narzeczeństwa to cudowny czas. Czym się różni od „chodzenia ze sobą”? Oczywiście pierścionkiem zaręczynowym! Narzeczeństwo to piękny okres oczekiwania na ślub. Może trwać trzy dni (jak u Pameli Anderson) albo kilka lat.

Tak czy inaczej, powinien to być czas radości, miłości i wiary w „i żyli długo i szczęśliwie”.

 

Tutaj pisałam o fazach związku i typowych dla nich kryzysach. W tym wpisie zajmuję się pierwszą, najpiękniejszą z zasady fazą związku.

 

Narzeczeństwo – nie za długo!

 

Jeśli chcecie, by wasz (albo waszych dzieci) okres narzeczeństwa był słodki jak beza z bitą śmietaną i emanował szczęściem niczym jednorożce na tęczy, to musicie (wy albo wasze dzieci) ze wszystkim wyrobić się w dwa lata.

Jak się w sobie zakochacie, to czym prędzej się zaręczajcie, a będziecie mieć dwa lata całkowitego, ślepego szczęścia.

Odrobinkę żartuję, ale mam dowody naukowe 😉

Naukowcy dawno już odkryli, że stan zakochania to dla mózgu rewolucja biochemiczna, przypominająca stan odurzenia narkotykami. Historie o tym, że człowiek zakochany nie je, nie śpi i nie jest w stanie normalnie pracować, w przypadku wielu osób są prawdziwe.

Czy zakochanie równa się miłość? Nie. Ale jest jej częstym początkiem.

 

Narzeczeństwo – stan idealny

 

Zakładając więc, że zaręczyliście się od razu po stwierdzeniu że szaleńczo się kochacie, możecie spodziewać się:

  • stanu głupkowatego szczęścia w obecności ukochanej/ukochanego,
  • irracjonalnej tęsknoty od razu gdy ukochany/a znika za zakrętem,
  • poczucia, że jesteście dwiema połówkami tej samej pomarańczy,
  • przekonania, że myślicie tak samo na każdy temat,
  • idealnego życia erotycznego/seksualnego albo fantazji na temat idealnego życia seksualnego po ślubie,
  • poczucia, że ukochany/a jest człowiekiem bez wad,
  • wielkiej motywacji do pokazywania siebie jako człowieka bez wad,
  • minimalizowania, lekceważenia bądź niezauważania problemów.

 

Narzeczeństwo a randkowanie

 

W dzisiejszych czasach dość często zdarza się, że pary postanawiają razem zamieszkać. Dla niektórych jest to naturalny etap przed ślubem, inni po prostu sprawdzają jak im razem będzie, niekoniecznie planując sformalizowanie związku. Jednak nie wszyscy narzeczeni mieszkają ze sobą, prawda?

Jeśli on i ona mieszkają oddzielnie, faza narzeczeństwa jest okresem intensywnego randkowania. To piękny czas.

Przygotowując się na randkę z ukochaną, mężczyzna jest gotów do wielkich poświęceń. Na przykład idzie pod prysznic, zmienia skarpetki, czyści paznokcie. Może nawet uprasować sobie koszulę!

Ona zaś robi się na bóstwo – zakłada sukienkę, układa włosy, robi makijaż, ćwiczy przy lustrze słodki „dzióbek”.

Na randce oboje są czyści, pachnący, radośni, mili dla siebie. Raczej się nie kłócą, bo szkoda czasu. Jeśli jednak pojawi się jakaś różnica zdań, można ją zakończyć namiętnym pocałunkiem.

Jest po prostu idealnie (nawet jeśli nie jest, to usilnie do tego dążymy). Cieszcie się tym czasem, bo to jedyny idealny okres w życiu.

Można powiedzieć, że to taka sztuczka Matki Natury (a raczej Matki Kultury), by ludzie chcieli się ze sobą łączyć w trwałe związki. Bo gdyby narzeczeństwo nie było idealne, to kto by chciał brać ślub?

 A propos ślubu – to wspaniały czas również dlatego, że można (a nawet należy!) spędzać mnóstwo czasu w sklepach z sukniami ślubnymi i na lekturze katalogów ślubnej mody. Przecież trzeba wybrać suknię idealną! Poza drobnymi frustracjami (tu mam za dużo, a tu za mało) jest to baaaardzo przyjemne zajęcie.

Nic dziwnego, że po tak cudownym okresie narzeczeństwa ludzie spodziewają się równie słodkiego dalszego życia.

 

Narzeczeństwo mieszkające razem

 

Narzeczeni, którzy postanowili jeszcze przed ślubem zamieszkać ze sobą, są w nieco innej sytuacji niż ci „randkujący”. Ich życie bardziej przypomina pierwszą fazę małżeństwa, choć wciąż patrzą na siebie przez „różowe okulary”.

Po pierwsze, nie da się być cały czas uczesanym i w makijażu.

No i ileż razy człowiek może sobie czyścić paznokcie.

Ponadto, uprasowana koszula i piękna sukienka to nie są ubrania w których da się chodzić codziennie. A w każdym razie nie nadają się do spania.

A poza tym jest zupełnie niemożliwe, żeby się ani razu nie pokłócić a przynajmniej nie poróżnić.

I zwykle nie da się już ignorować istnienia rodziców drugiej strony. Cudownie, jeśli ich lubimy – z wzajemnością. Mniej cudownie, jeśli nie.

Jeśli jednak to wspólne mieszkanie trwa kilka miesięcy, to ma ono cechy nowości a więc jest dla młodych atrakcją. Sprzeczki czy gorsze dni są więc zwykle traktowane jako wyjątki od reguły. A regułą jest to, że jest fajnie.

 

Narzeczeństwo „dojrzałe”

 

Czasami zdarza się tak, że zaręczyny są rodzajem przypieczętowania długoletniego związku. Gdy ludzie chodzą ze sobą od liceum (gimnazjum?), przetrwali rozłąkę podczas studiowania a może mieszkali razem w akademiku… Gdzieś w połowie studiów postanowili się zaręczyć a ślub planują rok-dwa lata później.

Takie pary mają za sobą 5 a nawet 10 lat życia w związku. I abstrahując już od tego, czy mieszkali razem czy nie, ich narzeczeństwo będzie inne, niż wyżej wymienionych „świeżaków”.

To tak naprawdę para we wczesnej fazie małżeństwa, tyle że bez „papierka”.

Z drugiej strony, brak owego „papierka” może dla ich rodzin oznaczać, że jeszcze nie są prawdziwą parą (albo że za długo „żyją w grzechu”) i może pojawić się presja by ten związek zalegalizować.

Sami młodzi mogą mieć poczucie, że trzeba wziąć ślub, bo przecież tyle lat są razem.

Oczywiście może być i tak, że to są naprawdę dobre związki, bo ludzie razem dojrzewali, sprawdzili siebie w różnych sytuacjach i wiedzą, jacy są naprawdę. Bo trudno przez kilka lat nosić „różowe okulary”.

W przypadku takich narzeczonych, scenariusze są trzy: 1)harmonijnie wchodzą w nowy etap życia, jakim jest małżeństwo i żyją razem tak jak do tej pory doświadczając typowych kryzysów małżeńskich; 2) nic nie zmieniają w swoim życiu, tzn. żyją tak jak do tej pory, nie biorąc ślubu; 3) biorą ślub pod wpływem presji otoczenia i wkrótce się rozwodzą.

 

Normą jest brak kryzysów. A co jeśli się pojawią?

 

Mimo różnych możliwych scenariuszy, faza narzeczeństwa z definicji wolna jest od kryzysów. Ma to związek z fazą zakochania, z patrzeniem na partnera przez „różowe okulary”, z ekscytacją związaną z planowaniem wspólnej przyszłości.

Nie udawajmy jednak, że żadna para narzeczeńska kryzysów nie doświadcza.

Problemy mogą pojawić się, gdy on i/lub ona zbyt pochopnie decydują się na zaręczyny i ślub, a ich najsilniejszą motywacją jest wyrwanie się z domu rodzinnego. Wprawdzie faza narzeczeństwa może być wtedy cudowna, ale niekoniecznie uda się dalsze wspólne życie.

Kłopoty możesz mieć wtedy, gdy twoi rodzice nie akceptują osoby, którą kochasz. Albo, gdy rodzice twojego partnera/twojej partnerki nie akceptują ciebie. Jak to mówią „małe przeszkody cementują związek, duże przeszkody go niszczą”.

W zależności od tego, na ile potraficie zachować równowagę pomiędzy motywacją do utrzymania związku a motywacją do utrzymania dobrych relacji z rodzicami, wasz związek będzie mniej lub bardziej udany. Prawdopodobnie nie będzie łatwo, ale być może będzie warto.

Jeśli natomiast w fazie narzeczeństwa pojawia się problem z alkoholem, przemocą albo powtarzającą się niewiernością – najrozsądniej byłoby uciec. Następne fazy będą trudniejsze i najprawdopodobniej problem się nasili.

Zamiast uciekać, możesz też walczyć – o siebie albo o nią/niego. Prawdopodobnie przyda się pomoc terapeuty.

 

Zamiast podsumowania

 

Hmmm. Miał to być wesoły wpis na temat tego, jaka fajna jest faza narzeczeństwa.  Chyba nie do końca mi się to udało, ale wiecie co? Wolę pisać prawdę niż ściemniać, że wszystko będzie dobrze.

Niemniej jednak tym z was, którzy są właśnie w tej fazie – albo których dzieci właśnie się zaręczyły – życzę jak najszczęśliwszego scenariusza.

 

Zdjęcie: pexels.com

 

Inspiracje:

  • Ostoja-Zawadzka K. (1994). Cykl życia rodzinnego. W: B. de Barbaro (red.) Wprowadzenie do systemowego rozumienia rodziny. Kraków, UJ
  • ŻYCIE

 

Leave a Reply

five − 3 =